Moi mili goście :)

czwartek, 24 maja 2012

Lawenda

Nie mam ogródka, ani balkonu, ale za to - duże parapety, więc wymarzyłam sobie drewnianą pobieloną skrzynkę z lawendą. Gotowe skrzynki w stylu prowansalskim są obłędnie drogie, a ja chciałam taką w wymiarach min 80 x 20 x 20 cm. Stanęło na tym, że kupię deski, a Olek mi je zbije w zgrabne korytko. I prawie to zrobiłam - w Leroy Merlin nie było jednak nikogo przy cięciu desek, postałam parę minut, dowiedziałam się, że może następnego dnia będzie operator, wróciłam do domu z pustymi rękami... a potem przyszedł duży rachunek za prąd i rozsądnie zrezygnowałam z projektu, choć z lawendy nie do końca... Szukałam odpowiedniej doniczki i udało mi się wczoraj, w Intermarche. Osłonka była jakaś zielonkawa, ale od czego jest biała akrylówka? Dzisiaj pomalowałam, przetarłam donicę i posadziłam swoją pierwszą domową lawendę.






Przy okazji pochwalę się swoją nową paterką i słojem na ciastka.







Muffinki robiłam wg mojego przepisu podstawowego tutaj, dodałam pokruszonej białej czekolady i startej skórki z jednej cytryny. Do ubitej śmietany kremówki z cukrem pudrem dodałam 1 opakowanie serka mascarpone z Piątnicy. Wyszło naprawdę pysznie :)))


Z "Niezbędnika pani domu":
Lawenda posadzona na rabacie wśród róż działa odstraszająco na mszyce.

czwartek, 17 maja 2012

Projekt wianek

Od lat zbieram naturalne korki po winie. Czekają sobie grzecznie w słoju na ponowne wykorzystanie. Myślałam o korkowej tablicy, ale całkiem niedawno wpadł mi do głowy pomysł na wianek. Ułożyłam zebrane korki na próbę, spodobało mi się i projekt nabrał rozpędu.


Wycięłam z tektury falistej kółko o wewnętrznej średnicy 18 cm i szerokości 2,5 cm. Dłuższe korki przyklejałam po kolei klejem magic do wyciętego koła. Obciążyłam wszystko książkami kucharskimi, deską do krojenia i pojechałam na zakupy.


 



Po powrocie nakleiłam mniejsze korki i znowu wszystko obciążyłam.



Po wyschnięciu kleju zawiązałam sznurek naturalny na zwykłą kokardkę i powiesiłam gotowy wianek na drzwiach do salonu. To właśnie w salonie zwykle pijemy wino, więc to chyba bardziej odpowiednie miejsce niż drzwi wejściowe... Zastanawiałam się tylko nad bardziej wymyślną kokardką, ale korki są tak piękne same w sobie, że zrezygnowałam z dalszych ozdób.



 

 Z "Niezbędnika pani domu":
Powierzchnię srebra możemy wypolerować, posługując się naturalnym korkiem i popiołem z papierosów lub ziemniakiem przekrojonym na pół i posypanym sodą.

sobota, 12 maja 2012

Projekt taca na nóżkach

Nie udało mi się z transferem, więc spróbowałam decoupage'u. Przeszkoliłam się na YouTube, kupiłam niezbędne akcesoria i przerobiłam starą tackę na nóżkach, świetnie bawiąc się przy tym pędzlem - ja chyba lubię malować...


Miałam zaczętą białą farbę akrylową (z malowania koszyka wiklinowego) i pędzle. Kupiłam klej do decoupage, lakier wodny do drewna - bezbarwna satyna (produkt budowlany - wychodzi taniej niż werniks do decoupage'u), brązową farbę akrylową w tubce, papier ścierny drobny - 220.


Nadruk został zrobiony na papierze śniadaniowym na drukarce laserowej. Grafika pochodzi z http://graphicsfairy.blogspot.com/. Papier śniadaniowy wyprasowałam żelazkiem i nakleiłam na kartkę A4, tak poszło do drukarki. 
W pierwszej kolejności oczyściłam tacę papierem ściernym. Jak widać ubrałam do tego rękawice ochronne.


Oczyściłam z pyłu i pomalowałam krawędzie oraz nóżki brązowym kolorem. Rozrobiłam ciemny brązowy z tubki z białą akrylówką. Na zdjęciu jakiś szary kolor wyszedł...


Krawędzie tacy przed malowaniem białą farbą przetarłam świeczką. Po pierwszym malowaniu taca wyglądała tak:


A po drugim tak:


Po wyschnięciu farby przetarłam krawędzie tacy papierem ściernym i całość zrobiła się vintage.


Środek tacy posmarowałam klejem decoupage i przykleiłam wycięty napis. Posmarowałam klejem od góry i wygładziłam powierzchnię napisu. Radzę uważać z siłą, bo nasiąknięty klejem papier śniadaniowy łatwo się drze - straciłam kawałek napisu. Po wyschnięciu kleju nałożyłam pędzlem pierwszą warstwę lakieru. Po ok. 3 godz. przetarłam napis papierem ściernym, oczyściłam z pyłu i pomalowałam lakierem ponownie. Nałożyłam w sumie 8 warstw lakieru i to mi wystarczyło. Zwykła sosnowa tacka zmieniła się nie do poznania:







Z "Niezbędnika pani domu":
Po upieczeniu ciasta wymycie blachy do pieczenia nie będzie problemem, jeśli wyłożymy ją papierowym ręcznikiem kuchennym i zalejemy gorącą wodą z płynem do mycia naczyń. Po kilkunastu minutach możemy wypłukać formę.

niedziela, 6 maja 2012

Targ staroci

Na naszym rynku w każdą pierwszą niedzielę miesiąca odbywa się targ staroci. Czasami można trafić na coś interesującego. Są prawdziwe antyki, ale i zwykłe starocie - mydło i powidło. Zawsze wracam z jakimś nowym drobiazgiem do domu.








Dzisiaj spodobały mi się klatki, osłonka do kominka i żeliwny stolik.





Kupiłam szydełkową poszewkę na poduszkę (miałam sobie zrobić taką sama, ale jak ją zobaczyłam, nie mogłam się oprzeć ). Muszę ją tylko trochę nakrochmalić, wyprasować i zamieszka na sofie :) W ogóle było mnóstwo starych szydełkowych serwetek, bieżników, obrusów i zazdrosek. Może kiedyś kupię sobie serwetkę na okrągłą poduchę.



Na jednym stoisku były stare narzędzia i znalazłam fajny skalpel. Brakowało mi czegoś do precyzyjnego wycinania i voila już mam - całkiem ostry jest - będzie mi dobrze służyć.


I na koniec to, po co się dzisiaj wybrałam na targ - drewniany dekorek do planowanego projektu. 



Jak wracałam do domu kupiłam w cukierni pyszne ciacha do kawy. Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszych łowów. :)))

Z "Niezbędnika pani domu":
Wyroby ze srebra czyścimy za pomocą irchy zwilżonej oliwką z oliwek. Usuwamy w ten sposób niewielkie rysy i zadrapania.

piątek, 4 maja 2012

Zabawa z nitro

Zachęcona postem Penelopy http://penelopia.blogspot.com/2011/09/to-naprawde-dziaa.html od dłuższego czasu zabierałam się za transfery. Wydrukowałam na laserówce grafiki, zakupiłam jasną bawełnę w IKEA, rozcieńczalnik nitro od miesiąca stał w szafce, no i dzisiaj spróbowałam.


Przygotowałam się bardzo porządnie, materiał leżał na kawałku płyty pokrytej folią spożywczą, miałam rękawiczki, taśmę malarską, bawełniany gałganek do nakładania nitro. Rozcieńczalnik kupiłam dokładnie tej samej firmy, którą testowała Penelopa.


Transfer kontrolny napisu "Maison" wyszedł lekko rozmazany, ale znośnie, trochę zjaśniał po przepraniu. Docelowo zrobiłam z niego woreczek na drobiazgi. Mimo braku pełnej satysfakcji wzięłam się za przeniesienie korony w ramach projektu rozbudowy królewskiej kolekcji poduszek :)


No i wyszło bardzo nieciekawie :(


Jasny transfer jeszcze bym zniosła - udawałabym, że to taki shabby chicowy efekt, ale powstały jakieś żółte nacieki, które nie chciały zejść w praniu i koronę szlag trafił - sprała się prawie do końca. Zastanawiam się, czy może folia spożywcza, którą zabezpieczyłam płytę dyktową jakoś zareagowała z rozcieńczalnikiem? Macie jakieś doświadczenia z nitro? Będę wdzięczna za wskazówki :)
Woreczek zawisł w łazience ze spinkami i klamerkami do włosów.


Na koniec trochę wiosny z domu :) Eric oczywiście udaje, że wcale nie siedzi na kredensie, na który mu nie wolno wchodzić.





Z "Niezbędnika pani domu":
Brudny telefon znakomicie daje się wyczyścić chusteczkami odświeżającymi.