Na naszym rynku w każdą pierwszą niedzielę miesiąca odbywa się targ staroci. Czasami można trafić na coś interesującego. Są prawdziwe antyki, ale i zwykłe starocie - mydło i powidło. Zawsze wracam z jakimś nowym drobiazgiem do domu.
Dzisiaj spodobały mi się klatki, osłonka do kominka i żeliwny stolik.
Kupiłam szydełkową poszewkę na poduszkę (miałam sobie zrobić taką sama, ale jak ją zobaczyłam, nie mogłam się oprzeć ). Muszę ją tylko trochę nakrochmalić, wyprasować i zamieszka na sofie :) W ogóle było mnóstwo starych szydełkowych serwetek, bieżników, obrusów i zazdrosek. Może kiedyś kupię sobie serwetkę na okrągłą poduchę.
Na jednym stoisku były stare narzędzia i znalazłam fajny skalpel. Brakowało mi czegoś do precyzyjnego wycinania i voila już mam - całkiem ostry jest - będzie mi dobrze służyć.
I na koniec to, po co się dzisiaj wybrałam na targ - drewniany dekorek do planowanego projektu.
Jak wracałam do domu kupiłam w cukierni pyszne ciacha do kawy. Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszych łowów. :)))
Z "Niezbędnika pani domu":
Wyroby ze srebra czyścimy za pomocą irchy zwilżonej oliwką z oliwek. Usuwamy w ten sposób niewielkie rysy i zadrapania.