Moi mili goście :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drutozlot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drutozlot. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2020

Chusta OXFORD

Jak widać po częstotliwości poszczenia, ten blog stał się moim pamiętnikiem robótkowym i fotograficznym. A że i jednego i drugiego teraz jakoś mniej w moim życiu,  to i częstotliwość słaba. Nie chcę się tłumaczyć, zajmują mnie różne, inne, mniej blogowe rzeczy. Tych Czytaczy, co jeszcze tutaj zostali gorąco pozdrawiam.

Dzisiaj parę słów o chuście OXFORD Joanny Cosel. Zakochałam się w tym projekcie na zeszłorocznym Drutozlocie. Mieszkałam z Asią w jednym pokoju i ta chusta nie schodziła mi z oczu. Ale ta brioszka... Asia obiecała pomóc, więc rzuciłam się na testowanie. Kolory Mirelli z Włóczek Warmii wybierałyśmy razem. W niedzielę, 09/09/19 podczas robótkowej kawy przewinęłyśmy motki i zrobiłam próbkę brioszki, potem w pociągu do Wrocławia rozpoczęłam chustę.


Oczywiście nie wyrobiłam się w terminie przed publikacją wzoru, ale ostrzegałam Asię, że nie dam rady, więc trochę po toruńskiej, pokojowej zażyłości przymknęła oko na to moje testowanie. Skończyłam na początku stycznia tego roku, nitki schowałam i zblokowałam chustę dopiero w zeszłym tygodniu. Moje projekty są zawsze długodystansowe... 
Chusta ma jakieś 190 x 90 cm, robiłam ją na drutach KP 3,5 mm. Do projektu są potrzebne 4 motki włóczki fingering - 2 szt w takim samym kolorze. Wełny zostało mi tyle co na zdjęciu poniżej.



Wzór w j. angielskim jest dobrze rozpisany. Naprawdę można sobie poradzić z brioszką. Trzeba tylko uważać, żeby nie spadły oczka, bo zanim się człowiek nauczy jak to naprawiać, pruje i pruje oczko za oczkiem i traci  serce do robótki na kilka tygodni.








Chusta ma kształt nietoperzowy, rozpoczyna się francuzem, potem jest pierwsza brioszka, pas ryżem - 2 opcje we wzorze - wybrałam częstrze przechodzenie kolorów, żeby uniknąć pasków, następnie jest druga brioszka oraz zakończenie i-cordem dopełniające idealnej całości. 




To duża, mięsista, cudownie otulająca chusta na długie jesienne i zimowe wieczory. Ciągle się zastanawiam, dlaczego tyle z nią zwlekałam.

Trzymajcie się zdrowo i dobrze!
Ola

niedziela, 9 września 2018

Drutozlot 2018

W końcu dojrzałam do relacyjnego posta z Drutozlotu. W tym roku nasze spotkanie odbyło się 1 września. 


Tradycyjnie impreza rozpoczyna się dzień wcześniej Biforkiem w Browarze Jan Olbracht. 


Do ostatniej chwili przed wyjazdem walczyłam z kończeniem projektów - blokowaniem chusty Fading Point i sweterka Lucille. Pokażę, jak tylko zrobię jakieś zdjęcia...
Nie wyrobiłam się z rozpoczęciem nowego projektu na Drutozlot. Nic to, próbkę na kolejny sweter kończyłam w pociągu do Torunia. 


Było bardzo wesoło, bo w naszym wagonie jechało na Drutozlot kilka dziewiarek. Moje blokowanie próbki suszarką do włosów zrobiło w necie furorę ;)

Foto: Dorota Knitolog Morawiak

W Toruniu mieszkałyśmy z Dziewczynami koło Rynku, była tradycyjna kawka w Cafe Grande i obiad w Manekinie. Wszędzie robiłyśmy na drutach. Potem był Biforek w Olbrachcie. Powitania, przytulania, oglądanie i przymierzanie udziergów, pogaduchy, prezenty. Dostałam ręcznie robione mydełka od Kasi Miller.


W sobotę niestety znowu się spóźniłyśmy na otwarcie (tym razem nie ze swojej winy, wstałyśmy wystarczająco wcześnie, załatwiła nas opieszała obsługa w restauracji), niektóre włóczki były już oczywiście wyprzedane... 
Wygląda to mniej więcej tak, wpadasz, nie oglądasz się na koleżanki, łapiesz co ci się podoba, broń Boże nie odkładasz, bo zaraz to ktoś łapnie, płacisz (można było kartą) i lecisz do drugiego stoiska. Jak już się obłowisz, jest czas na powitania, oglądanie na stoisk wystawców, zakupów i udziergów, rozmawianie i robienie na drutach.


W centrum spędza się cały dzień, jest naprawdę świetna atmosfera i prawdziwy włóczkowy raj.













Wieczorem jest jeszcze Afterek w Olbrachcie, na który w tym roku nie dotarłyśmy. Byłyśmy tak zmęczone, że wróciłyśmy do hotelu od razu po kolacji w Pueblo. 


Moje Drutozlotowe łupy:


Wełenki na chusty od Daniela i Hani z Dye Dye Done - niebiesko-fioletowa Cashmelicious kolor Jasper (80% merino, 10% kaszmir, 10% nylon) - 2 szt, szara nakrapiana żółtym Pure Sport kolor Mountain Trail (100% superwash merino) - 2 szt. 
Viki z Ekstra Motka - kolor zielono-granatowy - 1 szt i odcienie szarego - 1 szt (100% merino superwash)
Mirella w Włóczek Warmii w kolorach jesieni - 1 szt (100% merino virgin).
Do tego dorzuciłam skórzaną bransoletkę z miarką od Nellie's Fibers.

Do domu dotarłam o 22 w niedzielę.

Do zobaczenia za rok!!!