Moi mili goście :)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Magnolia i plecy

Już dawno nie miałam tak długiej przerwy blogowej, ale to wynika głównie z tego, że na tapecie mam same duże projekty. Staram się szanować Wasz czas, więc nie robię nowych postów co kilka krzyżyków. No i jeszcze wyjazd wakacyjny nam się przydarzył... Tak, czy inaczej podgoniłam Magnolię. Zostały mi tylko podcienie i backstitche.


Dzięki mojej Edycie wzbogaciłam się o tamborek przykręcany do stołu. Jakiś czas temu, na targu staroci kupiła podobny dla siebie. Mnie się bardzo spodobał, więc załatwiła też dla mnie.


Jestem z niego bardzo zadowolona, ma średnicę 20 cm, jest masywny i porządny. Przeniosłam się z wyszywaniem do mojego Centrum dowodzenia. 


Lampka z Ikea sprawdza się rewelacyjnie, od początku mam w niej żarówkę ledową, przez co w ogóle się nie rozgrzewa i mogę się nachylać bez obawy o poparzenie.




Moja Magnolia wyszywa się powoli, choć nie wynika to ze zniechęcenia. Lubię ten projekt, ale mam też kilka innych, które lubię podobnie, też tak macie?

Jeszcze w lipcu dostałam informację od Kamilli o zakończeniu jej haftu:

 

Haft ukończyła też koleżanka Ania K., z którą miałam kontakt mailowy:


Jak ktoś jeszcze skończył SAL wiosenny? Proszę o maila ze zdjęciem, bądź linkiem do posta.
Przyznaję się bez bicia, że ostatnio prawie nie odpalałam swojego komputera, mam u wszystkich ogromne zaległości blogowe.

A teraz plecki - zabawa (w żadnym razie konkurs) u Eli. Kiedy jakiś czas temu Ela pokazała swoją lewą stronę haftu i poprosiła o nasze rady, sugestie w tym zakresie, napisałam coś w komentarzu, a potem nawet wysłałam MMS-y ze zdjęciami swoich prac z lewej strony. No i chyba stałam się przypadkiem prowodyrką tej zabawy :) 
Nie bardzo rozumiem, dlaczego niektóre osoby odnoszą się do tej inicjatywy negatywnie. Ela wielokrotnie powtarzała, że nie jest to wybór najładniejszej lewej strony, tylko przede wszystkim wymiana doświadczeń. Z dużym zainteresowaniem oglądam prace innych, bo przecież wyszywam od niedawna i właściwie ciągle uczę się od hafciarek, czy to w Bloggerze, czy na Facebooku. 
Przy wyszywaniu staram się oszczędzać mulinę, jak się tylko da, stosuję metodę duńską i tak prowadzę nitkę, żeby między krzyżykami nie było przejść dłuższych jak 1-2 krzyżyki. Przy podwójnej nitce zawsze zaczynam krzyżyki pętelką. To wszystko w efekcie daje taki tył:


Oczywiście im haft jest bardziej kolorowy, tym plecki są mniej urodziwe. Pilnuję jeszcze, żeby nie robiły mi się supełki i pętelki. No i najmniej reprezentacyjne po lewej stronie są oczywiście backstitche.

Przy hafcie monochromatycznym wygląda to zawsze dużo lepiej:


Na koniec jeszcze chciałabym się pochwalić nową paterką - ostatnim zakupem w Empiku:


W ramach produktów prowansalskich można kupić w przystępnych cenach śliczne paterki, piętrowe bomboniery, piękną lawendową ceramikę, tekstylia, retro wagi kuchenne, ruszajcie na zakupy!

I zdjęcie z serii "Ustrzelone z okna" - sztuczne ognie nad świdnickim rynkiem:


Na pierwszym planie komin z byłej mleczarni, skutecznie zasłaniający widok...

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Biscornu

Igielnik powstał jako łapówka dla szyjącej koleżanki. Znowu robimy sukienkę...


Schemat gdzieś z sieci, rozmiar na 35 krzyżyków. Teoretycznie na biscornu powinien być wzorek o parzystej liczbie krzyżyków, ale co tam, w końcu jestem zdolna. 


Wyszywałam cieniowaną muliną Madeiry nr 2413 na kanwie 18 ct. 








Odkąd mamy drzwi do sypialni, powstała KOT FREE ZONE i mogę w końcu postawić cięte kwiaty w wazonie. Klusek ma fioła na punkcie przewracania naczyń z płynami. Zrezygnowałam z kwiatów po którymś z kolei rozkręcaniu stołu, żeby wytrzeć wylaną przez kocia wodę. 




A teraz jest sezon na hortensje i lilie :)

Tydzień temu byłam u koleżanki na lawendowych żniwach. Własnoręcznie ścięta, wysuszona i przygotowana do woreczków lawenda, to to, co tygryski lubią najbardziej.




Mam ponad 0,5 kg tego dobra. Starczy na trochę :)

piątek, 25 lipca 2014

Poducha

Bardzo długo nie mogłam znaleźć ładnego wzorku na kolejną poduchę, ale w końcu się udało. Tylko coś z rozmiarem się pokiełbasiło, zamiast oczekiwanych 50 cm średnicy, wyszło 56 cm mimo, że zrezygnowałam z dwóch ostatnich okrążeń.


Zużyłam ok. 80 g kordonka Maxi Altin Basak, szydełko 1,5 mm.


Do usztywniania używam krochmalu na zimno, serwety przyszpilam na pufie. Poducha została uszyta dokładnie tak jak tutaj.


  



Jak widać, mamy już drzwi! Na razie będą takie surowe, ale chyba docelowo pomaluję je na biało.




 Z ostatniej chwili - Olek wrócił z pracy i powiesił oprawione niedawno hafty :)))